LEFAYN „Searching The Light”
Cóż za forma? Mistrzostwo w każdym calu. Przeobrażona TRAUMA zaskoczyła mnie i to na maxa.
LAND OF ANGER „… In Galaxy Of Evil”
Ale dałem dupy z ekipą z Bydgoszczy! Skowron, co drugi dzień przypominał mi o powinności napisania owej recenzji i tak mijały dni, tygodnie, miesiące… dobrze, że nie lata.
LANA LANE „Secrets of Astrology”
Dostałem tę płytę od kumpla. Powiedział, że nie jest to najlepsze dokonanie Lana Lane jakie słyszał.
LACRIMOSA „Echos”
Być może nie powinienem tak naprawdę o tym pisać, ale musze powiedzieć szczerze: nie mam pojęcia, jak podejść do Echos. Bo z jednej strony jest to album, przed którym padam na kolana, jeśli chodzi o konstrukcję utworów albo o ten jedyny i niepowtarzalny klimat właściwy tylko Lacrimosie.
L. A. GUNS „Hollywood Vampires”
Nie będę ściemniał. Mam tę płytę w wersji pirackiej, ponieważ żadna polska firma, o ile wiem, nie zdecydowała się jej oficjalnie wydać.
KYUSS „Sky Valley”
Znalazłem w jakiejś mądrej książce stwierdzenie, że Kyuss to najbardziej zignorowana grupa lat 90. Cóż, po prawdzie coś w tym jest, aczkolwiek nie powiedziałbym, żeby było aż tak źle, wszak w czasie swojego istnienia, które gwałtownie urwało się w 1995 roku, kapela cieszyła się sporym powodzeniem.
KRABATHOR „Unfortunately Dead”
Powiem szczerze, że jeszcze rok temu nawet przez głowę by mi nie przeszło, iż jeden z moich powiedzmy sobie, ulubionych zespołów, nagra tak przeciętny album. Szlag by to trafił.
KRABATHOR „Dissuade Truth”
Krabathor to starzy wyjadacze, których nikomu przedstawiać nie trzeba. Ich szósty pełnometrażowy album, Dissuade Truth przynosi muzykę, która nie zaskoczy nikogo, kto już wcześniej miał jakikolwiek kontakt z dokonaniami Czechów.
KOLABORANCI „To my urodzeni w latach 60-tych 2CD”
Dla mnie działalność KOLABORANTÓW, to najlepsze co kiedykolwiek wydał Szczecin w czasach PRL! Trudno jest mi pisać obiektywnie o tej kapeli i performance Przemka Thiele, gdyż po prostu jestem tego typu fanem KOLABO, że dla mnie oni mogliby po prostu nagrać pierdzenie na mikrofon, a ja i tak bym się doszukiwał w tym wariactwa i sztuki. Przemek był i nadal pozostał świrem, co najlepiej wychwycić mogą współcześni słuchacze i melomanii wczytując się w liryki zespołu.
KOLABORANCI „To my urodzeni w latach 60-tych”
Coraz dziwniejszych rzeczy przychodzi mi słuchać! Nie chodzi tutaj oto, że nigdy przenigdy w życiu nie miałem do czynienia z KOLABORANTAMI, bo zapewniam was, że tak nie jest! Byłem kiedyś na koncercie, który składał się tylko i wyłącznie z kapel punkowych. Pamiętam tylko dwie formacje, jedna nosiła nazwę PRZEJEBANE, drugą natomiast była ekipa pana Thiele.
