MESS AGE „Self Convicted”
Ofertę pochodzącego z Wybrzeża MESS AGE określiłbym energetycznym thrashem, choć może się i mylę, bo znajduję tu także elementy charakterystyczne, np. dla Venom, który to band trudno przecież jednoznacznie określić, czym właściwie się para.
MARTIN, GEORGE „In My Life”
Georga Martina przedstawiać, jak sądzę, nie trzeba. Wszak każdy, kto chociaż przez chwilę zetknął się z legendą i protoplastami popu i całej współczesnej muzyki popularnej, czyli The Beatles, kojarzy kto zacz.
MALEVOLENCE „Martyrialized”
Nie oszukujmy się, lecz dotychczas Portugalia, większości z was kojarzyła się tylko i wyłącznie z MOONSPELL. Choć, oczywiście nikomu się nie dziwię, gdyż zespoły stamtąd mają u nas bardzo słabą promocję.
WOLFSBANE „Wolfsbane”
Blaze Bayley jest znany większości jako wokalista, który jako jedyny dostąpił zaszczytu śpiewania w największym zespole Heavy Metalowym na świecie- Iron Maiden, po opuszczeniu bandu przez Bruce'a D. Blaze'a albo się lubi, albo nie.
WIZARD „Odin”
Nie znam wcześniejszych dokonań kapelki Wizard, ale może to i dobrze, bo kolejnych jej produkcji chyba też nie chciałbym poznać. Otóż Wizard to aż do bólu typowy przedstawiciel mieszanki speed-power-metalowej.
WHITE LION „Mane Attraction”
Płyta WHITE LION zawiera muzykę rock'n'rollową, o głównie romantycznym przekazie, o dość banalnych tekstach opowiadających zazwyczaj historie miłosne. Jednak pominąwszy ten fakt, otrzymujemy bardzo solidnie przygotowaną dawkę typowej dla amerykańskiego rocka muzyki, z perfekcyjnie nagranymi i brzmiącymi instrumentami, dobrze zmiksowaną i solidnie wykonaną.
W.A.S.P. „The Crimson Idol”
Blackie Lawless i spółka, tworząc kapelę w połowie lat 80. i długo potem, wyglądali jak rasowi przedstawiciele kiczowatego ze wszech miar nurtu zwanego przez niektórych zgryźliwie pudel metalem.
W.A.S.P. „Inside the Electric Circus”
Jakoś zawsze WASP był dla mnie kapelą, która szczególnie silnie kojarzyła mi się z The Who. Jest coś w wokalu, czy może raczej w używanych przez Blackie Lawlessa słowach, coś w sposobie gry na gitarze Chrisa Holmesa, coś takiego leży w grze sekcji Steve'a Rileya i Johnnyego Roda – co moje myśli kieruje ku właśnie temu brytyjskiemu kwartetowi.
TYPE O NEGATIVE „Life Is Killing Me”
Największy problem robi się wtedy, gdy chcesz napisać kilka słów o płycie, którą uwielbiasz. Niby masz tyle do powiedzenia, ale okazuje się, że kiedy siadasz przed ekranem, względnie maszyną do pisania, tudzież kartką i długopisem, nie potrafisz sklecić nic więcej poza kilkoma schematycznymi zdaniami.
TURBO „Dead End/One Way”
Nie wiem, czy to miło, czy nie miło otrzymać na jednym krążku dwie płyty Turbo, choć zważywszy na problemy ich z dostępnością to pewnie tak, jednak, pomimo niewątpliwe thrashowej charakterystyki obu materiałów, są to dwa różne składy, i mimo tego samego studia nagraniowego, dwa różne brzmienia. Co do brzmienia, to w porównaniu do tego, co obecnie już można w Polsce osiągnąć, należy stwierdzić, iż faktycznie wówczas nie potrafiono najlepiej miksować muzyki heavy metalowej w Polsce.
