SINERGY „Beware The Heavens”
Pamiętam bardzo dobrze, jak jakiś czas temu na wycieczce szkolnej we Wrocławiu nabyłem ten album. Coś tam wcześniej o Sinergy słyszałem, ale sama muzyka była mi obca.
SHILTON, EARL „Two Rooms (Full Of Insects)”
W jedynej recenzji tego materiału, jaką udało mi się znaleźć, opisujący materiał stwierdził, że po wysłuchaniu krążka zastanawiał się, czego właściwie słucha Earl Shilton, że nagrywa płyty takie, jak ta. Zaiste, celna uwaga.
SHEMHAMFORASH „Spintriam Satyriazis/Phallys Prestige”
Pamiętam, że w zamierzchłych czasach parę razy natknąłem się na ową kapele, ale z bliżej niewyjaśnionych przyczyn jakoś nie miałem możliwości zapoznać się z ich muzyką. Później nastąpiła cisza a ja zapomniałem o SHEMHAMFORASH aż do dzisiaj, kiedy to w skrzynce znalazłem przesyłkę z Breslau.
SFUSION BAND „Sfusion Band”
Dawno, dawno temu, pewnego dnia, w kraju udręczonym historią, dotkliwością losu, ciężarem podatków i nieznośnością bytu, w kraju, który dla jednych jest niezrozumiały i dziwny, dla drugich śmieszny, a którego ludność zdaje się dopiero teraz poznawać twarde rynkowe reguły gry wielkich mocarstw finansowych, zebrało się czterech muzyków by nagrać wspólnymi siłami płytę. A zwali się Marek Surzyn, Waldek Lewandowski, Marek Hojda i Krzysztof Tadej.
SATYRICON „Nemesis Divina”
Satyricon. Zespół niezwykły.
SATRIANI, JOE „The Extremist”
Płyta do seksu. Płyta do szybkiej jazdy na motorze albo samochodem (dobrym, ale nie na naszych drogach…).
SAMAEL „Ceremony of Opposities”
Pisanie o takich płytach to sprawa niezwykle trudna – każdy album, który miał i ma wpływ na postrzeganie muzyki jest dziełem wyjątkowym. Do takich należy trzeci longplay Samaela “Ceremony of opposities”.
SAMAEL „Blood Ritual”
Pewnie narażę się wszystkim rogatofilom, ale jak dla mnie Samael wart słuchania zaczyna się od płyty „Ceremonies of Opposities”. Mimo to na tej płycie otrzymać można pewne preludium, na co stać będzie w przyszłości zespół.
SALEM „Collective Demise”
Salem to kapela, która pochodzi z Izraela i jako taka nie wstydzi się bynajmniej swoich korzeni ani w jakikolwiek inny sposób ich nie neguje. Chwalebne to, lecz w muzyce widoczne zaledwie w kilku momentach.
SACRED STEEL „Wargods Of Metal”
Tę płytę można albo polubić, albo znienawidzić już na wstępie. Zerkamy na okładkę- no tak kolejna kopia Manowar.
